Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Polskie ofiary zbrodni UPA na Wolyniu (Maciejow, luty 1944 r.)

Wołyńska zagłada Polaków

Leszek Pietrzak

Ukraińscy nacjonaliści nigdy nie zostali ukarani za mord Polaków na Wołyniu. Ich państwo pozwala im go świętować

W lipcu 1943 r. zbrodnie ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu osiągnęły apogeum. W ciągu kilku tygodni wymordowano ich prawie 20 tys. Zbrodnie o niesłychanym okrucieństwie nigdy nie zostały rozliczone, a ich sprawcy pozostali bezkarni. Nie zrobiło tego nawet niepodległe państwo ukraińskie, które w dodatku pozwoliło ukraińskim zbrodniarzom świętować swoje mordy.

Niedziela 11 lipca 1943 r. na zawsze zapisała się w pamięci Polaków urodzonych na Wołyniu. Oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) kompleksowo zaatakowały wówczas polskie wsie i dokonały masowej eksterminacji ludności. W pierwszym rzucie atak ukraińskich nacjonalistów objął 85 miejscowości powiatu włodzimierskiego i 11 powiatu horochowskiego. Rzeź w rejonie Włodzimierza rozpoczęła się o godz. 2.30 nad ranem we wsi Gurów, by w kolejnych godzinach objąć zasięgiem kolejne miejscowości – Gurów Wielki, Gurów Mały, Wygrankę, Żdżary, Zabłodźce, Sądową, Nowiny, Zagaje, Poryck, Oleń, Orzeszyn, Romanówkę, Lachów, Gucin i wiele innych. W Gurowie zamordowano 410 Polaków, w Porycku ponad 200, a w kolonii Orzeszyn spośród 340 mieszkańców zginęło aż 270. Atak na Sądową przeżyło zaledwie 20 z 600 mieszkańców. W kolonii Zagaje z 350 osób życie ocaliło jedynie kilkanaście. Polskie wsie i osady ograbiono i spalono. Ukraińcy nie zawahali się zaatakować polskich wiernych przybyłych na msze. Tak było m.in. w Porycku – rodowym mieście Czackich. Członkowie miejscowej bojówki UPA wystrzelali z bliskiej odległości siedzących w ławkach katolików, a potem metodycznie dobijali rannych. Zginęło około 100 osób, w tym miejscowy proboszcz, ks. Bolesław Szawłowski. W całym Porycku z rąk upowców zginęło 222 Polaków. Tak było również w Kisielinie w powiecie horochowskim, gdzie wierni zostali ostrzelani podczas wyjścia z kościoła. Niewielka grupa w próbie samoobrony zabarykadowała się w połączonej z kościołem plebanii. W efekcie ukraińskiego ataku w Kisielinie co najmniej 80 osób zostało zastrzelonych bądź zakłutych bagnetami. Ale był to dopiero początek największej fali ukraińskich zbrodni na wołyńskich Polakach w lipcu 1943 r.

Szał bestialstwa

Szaleńcza rzeź polskiej ludności dopiero nabierała rozpędu. 12 lipca Ukraińcy wymordowali Polaków w kolejnych 50 miejscowościach powiatu horochowskiego, włodzimierskiego i zdołbunowskiego, a 13 i 14 lipca napadli kolejne 19 miejscowości. W ciągu dwóch następnych dni (14 i 15 lipca) zaatakowali osiem miejscowości w powiecie krzemienieckim, a następnie znów przetoczyli się przez wsie powiatu horochowskiego i włodzimierskiego. Dotkniętych zostało aż 29 z nich. Od 16 do 18 lipca bojówki UPA całkowicie zlikwidowały 33 polskie wsie i kolonie w powiecie kostopolskim i sarneńskim. Tak było przez cały lipiec. 30 i 31 lipca UPA utopiła we krwi 22 polskie miejscowości, głównie w gminach Antonówka, Rafałówka i Włodzimierzec na terenie powiatu sarneńskiego. Łącznie w prawie 520 miejscowościach wymordowano co najmniej 10,5 tys. Polaków. Okrucieństwo tych zbrodni było niewyobrażalne. W jednym z raportów Komendy AK Obszaru Lwowskiego przedstawiano je następująco: „kobiety, nawet ciężarne, przebijali bagnetami do ziemi, dzieci rozrywali za nogi, inne nadziewali na widły i rzucali za parkany, inteligentów wiązali drutem kolczastym i wrzucali do studzien, odrąbywali siekierami ręce, nogi, głowy, wycinali języki, odcinali nosy i uszy, wydłubywali oczy, wyrzynali przyrodzenie, rozpruwali brzuchy i wywlekali wnętrzności, młotkami rozbijali głowy, żywe dzieci wrzucali do płonących domów. Żywych ludzi przerzynali piłami, kobietom odcinali piersi, inne nadziewali na pale lub uśmiercali kijami. Wielu ludzi skazywali na śmierć – z wyroku – odrąbując ręce, ręce nogi, a na końcu głowę". Niszczyli też polskie domy i dwory, druty telefoniczne, kościoły, dosłownie wszystko, co mogłoby wskazywać na istnienie Polaków na tych terenach. Ale ukraińskie ataki nie były wyłącznie dziełem bojówek OUN i oddziałów UPA. Co najmniej połowę napastników stanowiła miejscowa ludność ukraińska, tzw. czerń, uzbrojona w siekiery, kosy, widły, noże, młotki i inne prymitywne narzędzia zbrodni. Wśród atakujących były także kobiety i kilkunastoletnie dzieci. To one na masową skalę grabiły domy i zagrody polskich ofiar, zanim jeszcze te zostały podpalone. Tak minął na Wołyniu lipiec 1943 r. Na początku sierpnia fala ukraińskich zbrodni nieco opadła, ale już w następnych tygodniach zaczęła powracać. Wtedy ofiarami ukraińskich mordów byli głównie Polacy z powiatów: kowelskiego, lubomelskiego, równienińskiego i ponownie horochowskiego oraz włodzimierskiego. Pod koniec miesiąca ich natężenie znowu przybrało na sile. 29 sierpnia Polacy ginęli w co najmniej 54 miejscowościach tych powiatów, a 30 i 31 sierpnia w co najmniej 31. Sierpniowe zbrodnie pochłonęły ponad 8 tys. polskich ofiar. Szczególnie wstrząsająca była rzeź w Ostrówkach w powiecie lubomelskim, w której przed wojną mieszkało prawie 1,5 tys. osób. Gdy wieś otoczył oddział UPA pod dowództwem Iwana Kłymczaka „Łysego", mieszkańców zwołano na zebranie do miejscowej szkoły. Napastnicy chcieli wyciągnąć ich z domów. Mężczyzn zamknięto w szkole, kobiety i dzieci skierowano zaś na plac szkolny lub do kościoła. Tam od zgromadzonych zażądano kosztowności i zegarków. Pozbawionych kosztowności Ukraińcy zaczęli mordować. Mężczyzn uśmiercali uderzeniami w głowę siekierą lub drewnianą maczugą, a ich ciała zrzucano do pospiesznie wykopanych dołów. Zamknięci w kościele kobiety, dzieci i starcy mieli być spaleni żywcem. Jednak wówczas nadjechały niemieckie patrole. Ale zamiast zaatakować Ukraińców, Niemcy woleli odjechać, pozwalając im dokończyć rzeź. Uwięzionych w kościele wyprowadzono na pole, w okolice pobliskiego lasu Kokorawiec, gdzie zabijano ich strzałem w tył głowy lub uderzając bagnetami. Miejsce mordu zyskało potem wśród okolicznych mieszkańców miano „trupiego pola". W Ostrówkach zginęło łącznie około 520 osób, z czego aż 246 stanowiły dzieci poniżej 14. roku życia. Wieś została doszczętnie splądrowana i spalona. Ale epilog tego dramatu nastąpił kilka godzin później. Wieczorem w pobliskim lesie Ukraińcy całymi rodzinami świętowali „udaną rzeź" alkoholem, jedzeniem i zabawami przy ognisku. W ten sposób w ciągu zaledwie kilku godzin zniknęła z mapy duża polska wieś i jej mieszkańcy. To była prawdziwa demonstracja ukraińskiego bestialstwa.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO