Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

REKLAMA

Uważam Rze
czytaj online
lub pobierz
e-wydanie.
Zobacz również
spis treści.


Zamów
Tutaj jesteś: Uważam Rze » Cywilizacja

Cywilizacja

Wściekłe ptaki i kwadratowe głowy

Krzysztof Jóźwiak 23-02-2014, ostatnia aktualizacja 23-02-2014 15:00
źródło: Quirky China News/Rex Features/EAST NEWS
Według ostatnich badań markę „Angry Birds” kojarzy  9 na 10 mieszkańców Stanów Zjednoczonych oraz niemalże 93 proc. Chińczyków
Według ostatnich badań markę „Angry Birds” kojarzy 9 na 10 mieszkańców Stanów Zjednoczonych oraz niemalże 93 proc. Chińczyków
źródło: Corbis/FotoChannels
Fani gry „Minecraft”
Fani gry „Minecraft”
źródło: Corbis/FotoChannels

Świat elektronicznej rozrywki zatoczył koło. Dziś znów liczy się przede wszystkim dobry pomysł, a nie miliony dolarów wydane na produkcję. To kolejny bonus ery tabletów i smartfonów

Na początek krótka zagadka. O czym może świadczyć następująca scena: człowiek znęca się nad swoim telefonem, gorączkowo stukając w dotykowy ekran i głośno przy tym pomstując? Z niemal stuprocentową pewnością możemy przyjąć, że biedak zainstalował niedawno na swoim urządzeniu „Flappy Birds" – prostą grę, która niczym wirus opanowała umysły właścicieli smartfonów i tabletów na całym świecie. Pomysł jest banalnie prosty. Grę obsługujemy jednym palcem, a każde stuknięcie w ekran sprawia, że ptak, którym sterujemy, unosi się wyżej. Brak naszej reakcji powoduje jego upadek. Należy kierować nim tak, by nie wpaść na rurę, a każda pokonana przeszkoda to jeden zdobyty punkt. Wydaje się to nieskomplikowane, ale w praktyce takie nie jest. Gra jest bardzo trudna i niezwykle frustrująca. W internecie można znaleźć zdjęcia smartfonów z pękniętymi wyświetlaczami – to efekt zbyt intensywnego stukania w ekran podczas gry we „Flappy Birds". Jednak ani wysoki poziom trudności gry, ani jej niezwykle uboga szata graficzna nie zniechęcały milionów graczy na całym świecie do podejmowania prób bicia kolejnych rekordów.

Darmowy program ściągnęło na swoje komórki ponad 50 mln osób. Jego twórca, Wietnamczyk Dong Nguyen, zarabiał na reklamach 50 tys. dol. dziennie i nagle, niemal z dnia na dzień, postanowił wycofać aplikację z cyfrowych sklepów Apple i Googla. Jak sam przyznał sukces gry zaskoczył go i zdezorganizował  życie. Został zasypany setkami próśb o wywiady dla mediów, a z drugiej strony tysiącami niewybrednych gróźb ze strony skrajnie sfrustrowanych  porażkami (a jednocześnie uzależnionych) graczy. Nguyen, który sam siebie określa mianem twórcy i pasjonata gier niezależnych, dostrzegł także zły wpływ gry na jej użytkowników – zabawny program, który miał służyć krótkiemu relaksowi, doprowadzał graczy do szewskiej pasji.

Postawa godna pochwały, choć nie liczyłbym na to, że będzie chętnie naśladowana przez innych twórców prostych gier na urządzenia mobilne. W całym tym zamieszaniu ważne jest jednak co innego. Zaskakująca popularność „Flappy Birds" to kolejne świadectwo zmian, jakie zachodzą na rynku elektronicznej rozrywki – dziś, tak jak przed laty, o sukcesie nowej gry w dużym stopniu zaczyna decydować dobry i świeży pomysł, a nie duże pieniądze.

W poszukiwaniu utraconej miodności

W zamierzchłej erze automatów do gier i komputerów ośmiobitowych miliony osób na całym świecie zagrywały się w „Pacmana", „Space Invaders" czy „Tetrisa", banalnie proste gry zręcznościowo-logiczne. Popularność tych programów nie była wyłącznie rezultatem ograniczeń technologicznych i sprzętowych, które ówcześnie nie pozwalały stworzyć produktu bardziej atrakcyjnego wizualnie i rozbudowanego funkcjonalnie. Miały one jeszcze to coś, co recenzenci nieistniejącego już kultowego pisma o grach komputerowych „Secret Service" nazywali „miodnością", a dziś częściej określa się mianem wysokiej grywalności. Z czasem jednak błyskawiczny rozwój rynku elektronicznej rozrywki sprawił, że wyprodukowanie gry stało się przedsięwzięciem niezwykle kosztownym, na które pozwolić mogły sobie niemal wyłącznie wielkie koncerny dysponujące milionami dolarów (dla przykładu – najdroższa dotychczas gra w historii, czyli Grand Theft Auto V, kosztowała 115 mln dol., kolejne 150 mln zielonych pochłonęła jej promocja). W rezultacie kilka lat temu branża gier komputerowych zabrnęła w ślepy zaułek. Produkcji z wysoką „miodnością" powstawało tyle co kot napłakał, a cały wysiłek deweloperów skupiał się na tym, aby gra wyróżniała się olśniewającą grafiką. W rezultacie hurtowo otrzymywaliśmy produkty pięknie opakowane, ale puste w środku. Co gorsza łączyło się to z coraz bardziej wyśrubowanymi wymaganiami sprzętowymi, a co za tym idzie, dużymi wydatkami, które musieli ponosić gracze.

...
Poprzednia
1 2 3 4
Uważam Rze
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Dostęp do serwisu

Wstępniak

Władza i pieniądze

Jan Piński

Władza i pieniądze

Polityka to nie zabawa, to całkiem dochodowy interes” – przekonywał Winston Churchill. Władza oznacza wpływy, zarządzanie ogromnymi funduszami, możliwość rozdawania posad, kontraktów itp. Dlatego na całym świecie powołuje się instytucje państwowe, które mają władzy patrzeć na ręce. Bo jak zauważył inny brytyjski premier, Benjamin Disraeli, natężenie korupcji rośnie wraz z siłą władzy. Im władza silniejsza, tym bardziej butna i bardziej arogancka.
uwazamrze