Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

GRY

POLECA RAFAŁ OTOKA-FRĄCKIEWICZ

Quantum Break


Wyobraźcie sobie film, w którym niezauważalnie dla toczącej się akcji przejmujecie kontrolę nad bohaterami i prowadzicie fabułę wedle własnego widzimisię. Jakby tego było mało, wasz bohater może zatrzymywać czas, cofać go, tworzyć bańki czasowe, w których pociski lecą tak wolno, że może biegać między nimi niczym Neo w „Matriksie”. Jest dobrze? No to witajcie w świecie „Quantum Break”. Główne role w tej grze, a więc bohaterów, których obserwujemy w przerywnikach filmowych i którymi sterujemy w równie filmowej rozgrywce, grają świetni aktorzy, m.in. Aidan Gillen (lord Baelish z „Gry o tron”) czy Dominic Monaghan (Meriadok z „Władcy Pierścieni”). Początek fabuły przypomina stary dobry „Half Life”. W nowoczesnym laboratorium trwają prace nad maszyną czasu. Coś idzie nie tak i zamiast sukcesu naukowcy odnotowują serię eksplozji i pojawienie się anomalii, które prowadzą do dekonstrukcji znanego nam świata. Gracz jako świadek awarii nabywa umiejętność manipulowania czasem, co z kolei przypomina zapomniane niestety „Time Shift” albo „Na skraju jutra” z Tomem Cruise’em. Ekran wręcz eksploduje efektami, które robiłyby jeszcze większe wrażenie, gdyby nie zastosowanie filtrów powodujących wrażenie rzucenia na całość cyfrowego ziarna. Prawdopodobnie jest to zabieg celowy, mający skryć miejsca, w których film zastępuje grafika. Nawet jeśli tak jest, nie ma się czego czepiać. „Quantum Break” to dotychczas najbardziej spektakularna produkcja na Xbox, a jednocześnie jedna z najciekawszych produkcji w ogóle. Teraz pozostaje poczekać do maja, kiedy na konkurencyjne Playstation 4 ukaże się czwarta już odsłona legendarnego „Uncharted”. Zobaczymy, która z konsol wygra w tym roku bitwę o najlepszą grę dedykowaną.


Tom Clancy’s The Division


Szał przedświątecznych zakupów trwał w najlepsze. Miliony mieszkańców Nowego Jorku biegały po sklepach, wydając setki milionów dolarów, a sprzedawcy przyjmowali je, wydając resztę, licząc zarobek, a po zapakowaniu gotówki oddawali ją do banków. Sęk w tym, że część gotówki została uprzednio zainfekowana przez terrorystów śmiertelnym wirusem, który za sprawą licznych operacji finansowych błyskawicznie rozprzestrzenił się wśród mieszkańców Wielkiego Jabłka. Ludzie zaczęli tysiącami umierać, ulice opustoszały, miasto opanował chaos, a wraz z nim do głosu doszły najgorsze instynkty. Nowy Jork stał się polem walki o leki, wodę, jedzenie i życie. W takiej oto scenerii lądujemy na ulicach najsłynniejszego miasta świata, mając za zadanie doprowadzić do stworzenia szczepionki, opanować falę zbrodni i przywrócić porządek. Nie jesteśmy jednak sami. Razem z nami działa kilka tysięcy podobnych do nas agentów grupy Division – graczy, którzy uruchomili tę grę. Tak, dokładnie. „Division” to gra sieciowa, w trakcie której możemy współpracować z innymi graczami, doprowadzając Nowy Jork, a konkretnie Manhattan, do jako takiego porządku. Teren jest ogromny, dla wszystkich znajdzie się miejsce, a rozgrywka żywcem przypomina „Battlefield 2”, który swego czasu uważany był wręcz za symulator pola walki. „Division” to właśnie taki symulator, tyle że przetrwania w mieście opanowanym przez pandemię. Masa broni, materiałów wybuchowych, wspierająca misję elektronika bojowa zachwycą każdego fana strzelanin. Graficznie od czasów „Maxa Payne’a” Nowy Jork nigdy nie był tak piękny i przerażający. Słabe strony? Jedna, ale niestety kluczowa. Gra, która jest na razie szczytowym osiągnięciem firmy Ubisoft (znanej z „Assassin’s Creed”), staje się tak popularna, że często nie wytrzymują tego jej serwery.


Hitman


W tym roku obchodzimy szesnaste urodziny serii „Hitman”. Do tej pory na rynek trafiło pięć głównych odsłon serii. Dorobiła się ona kilku dodatków, a także wersji kinowej. Przez wszystkie te lata „Hitman” uchodził za jedną z najbardziej ambitnych produkcji. Owszem, w głównej roli niezmiennie występowała przemoc, jednak serii daleko było do prostej strzelaniny obliczonej na masę trupów i wybuchów. Hitman to specjalista, zawodowiec, płatny morderca. Swoją pracę stara się wykonywać po cichu, bez wzbudzania zainteresowania ulicznych przechodniów, ochrony dostojników czy gości w operze. Nie bez powodu seria, która zapewnia emocje godne rasowego thrillera, od lat cieszy się sporą popularnością. Nowa część – a właściwie jedna z sześciu części, gdyż gra została podzielona na odcinki, które będą się ukazywać w kolejnych miesiącach – kontynuuje te dobre wzorce. Jednocześnie wprowadza kilka elementów, które znacznie odświeżają formułę. Przede wszystkim mamy do czynienia z otwartym światem. W dotychczasowych edycjach dostawaliśmy zadanie, lądowaliśmy w określonej lokacji i krok po kroku zbliżaliśmy się do celu. Tym razem nasze działania nie są opisane liniowym scenariuszem, pojawiają się misje poboczne. Wrażenia z samej gry? Stary dobry „Hitman”. Wymagający, wciągający, frustrujący poziomem trudności i dający sporą satysfakcję w wypadku umiejętnego rozegrania zadań. Cena wydaje się jedna zbyt wysoka. Każdy odcinek serialu „Hitman” kosztuje tyle, ile osobna gra. Owszem, misje są niezwykle rozbudowane, ale chyba nie aż tak, by traktować je jako osobne tytuły.

Wstępniak

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Wojciech Romański

W smoczym kręgu