Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

• GRY •

POLECA RAFAŁ OTOKA-FRĄCKIEWICZ

Doom

Trzynaście lat temu „Doom” wywrócił do góry nogami rynek elektronicznej rozrywki. Stworzył nową gałąź, która dziś jest najpopularniejszym gatunkiem gier. Mowa oczywiście o trójwymiarowych strzelaninach. Sukces klasycznego„Dooma” był ogromny, lecz nie zwiastował w żaden sposób tego, co wydarzyło się w kolejnych 20 latach. Gry platformowe, przygotówki, wyścigi, RPG-i – wszystkie one korzystają z trójwymiarowego świata i owszem, można twierdzić, że to naturalne następstwo rozwoju technologicznego, jednak „Doom” był pierwszy(jeśli nie liczyć równie słynnego „Wolfensteina”, który jednak był na wskroś dwuwymiarowy). Co przynosi jego najnowsza odsłona? To powrót do przeszłości, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Gracz nie może liczyć na żadne ulgi w postaci odradzającego się życia, nielimitowanej amunicji czy znienawidzonego przez graczy campowania. Zasady są proste: dbaj o energię postaci, bo bez tego nie przejdziesz kilku metrów; pozostawaj ciągle w ruchu, bo każde spowolnienie kosztować cię będzie życie. Grafika? Owszem jest na wskroś nowoczesna, jednak nie ona stanowi sedno tego tytułu. Dźwięk? No cóż. Lepiej nie odpalać go zbyt głośno w nocy, kiedy za ścianą śpią dzieci, bo na bank zbudzą się z krzykiem przerażenia. Duża tu zasługa Micka Gordona,młodego kompozytora, który ma na koncie ścieżki dźwiękowe do „Need For Speed: Shift” czy „Wolfenstein: The New Order” z 2014 r. Podkład, który stworzył, spokojnie może stawać w szranki z muzyką, jaką na potrzeby „Queke’a” skomponował Trend Reznor z Nine Inch Nails. Pełni szczęścia dopełnia tryb multiplayer, który jest unowocześnioną wersją gry wieloosobowej z „Quake’a II” i „Quake’a III: Arena”. Każdy, kto pamięta te tytuły, wie doskonale, że nigdy wcześniej ani później nikt nie zagwarantował
graczom podobnej adrenaliny.

***

Dark Souls III

Gra, która od pierwszej edycji ma najkrótszą recenzję spośród wszystkich innych tytułów: „Nie żyjesz”. Oddaje ona sedno rozgrywki. Ginie się non stop. Sam, rozpoczynając trzecią część, zginąłem po 15 sekundach. Żadnej taryfy ulgowej, najmniejszych ustępstw wobec realnego świata. Wyskakujesz z nędznym kozikiem na uzbrojonego w pałkę przeciwnika? Wynik musi być jeden. Nie żyjesz. Im dalej w las, tym giniesz częściej – niezależnie od tego, jak silną zbroję udało ci się założyć i jak wytrzymały jest twój miecz. Bez techniki, odpowiednich uników lub wręcz odpuszczenia walki, by douczyć się zanim zaczepisz kogoś silniejszego, nie przejdziesz dalej. Może to wydać się dziwne w dzisiejszych czasach, w których łatwość rozgrywki i odradzające się „paski życia” stały się standardem w grach. Jeszcze dziwniejsze jest to, że seria „Dark Souls” od lat święci triumfy sprzedażowe. Gracze najwyraźniej znudzili się łatwizną. Czyżbyśmy byli świadkami odradzania się trendu znanego z początków gier, kiedy to najmniejsza pomyłka owocowała komunikatem: „Game Over”? Czas pokaże. W „Dark Souls III” mamy do czynienia ze światem mrocznego fantazy. Gotycka scenografia,spowijający ją mrok, mgły i cisza przerywana odgłosami podrzynanych gardeł i ścierających się mieczy robią przygnębiające wrażenie. Twórcy rozbudowali mocno zasób ruchów, jakimi możemy szlachtować przeciwników,jednak nic to nie zmienia w sposobie rozgrywki, bo trzeba być naprawdę mistrzem, który poświęcił wiele czasu na wdrożenie się w zasady walki, żeby co chwila nie ginąć. I to jest zarazem najmocniejszy i najsłabszy punkt tej gry. W Internecie można znaleźć masę filmów, które pokazują, że zamiast starać się jak najcelniej trafić przeciwnika, wystarczy kręcić się wokół niego, wykorzystując bezwładność jego ciała, żeby nawet najlepszy rycerz padł wreszcie od naszych ciosów. Żadnej w tym finezji, a i monotonne to bardzo. Ale jeśli ktoś nie chce raz za razem widzieć komunikatu „nie żyjesz”, to jest to jakiś sposób na tę grę.

***

Homefront: The Revolution

Druga część gry powstałej na kilka lat przed zaostrzeniem się stosunków pomiędzy USA i Rosją, która moim zdaniem była zapowiedzią nadchodzących czasów. Jej przesłane można spokojnie porównać do najlepszych czasów zimnej wojny, kiedy to kinowe triumfy święciło „Nazajutrz”, czy „Czołg”, a na upartego niedawno zekranizowany „Człowiek z wysokiego zamku” na podstawie książki Philipa Dicka. W polecanej grze USA zostają opanowane przez wojska Korei Północnej. Zaczyna się brutalna okupacja obfitująca w egzekucje uliczne, tortury, obozy koncentracyjne i wszechobecny terror. Część pierwsza ukazywała wstępny okres okupacji i była osadzona niezwykle silnie w fabule. W drugiej części, która właśnie trafiła na rynek, fabułę poświęcono niestety na rzecz samej akcji. W efekcie do naszych rąk trafia klasyczny sandbox, który mocno irytuje schematyzmem zadań. Do dyspozycji mamy ogromne miasto, które wraz z ruchem oporu wyzwalamy systematycznie spod rządów komunistów. Odbijamy posterunki policji, fabryki, elektrownie i inne strategiczne obiekty, by po przekonaniu mieszkańców danej dzielnicy o szansie na wygraną wywołać bunt i wyciągnąć ludzi na ulice. Tu dochodzi do dość zabawnych scen, bo przyznam, że nie mam pojęcia, czemu siedzący pod butem tyranii mieszkańcy po wyzwoleniu wychodzą na ulice i okładają kijami skrzynki pocztowe i własne samochody. Mimo to nie jest to zła gra. Brakuje jej jednak kilku istotnych elementów. Gdyby wzorem największej premiery zeszłego miesiąca, czyli „Division”, dać możliwość współpracy z graczami online, całość od razu zyskałaby na atrakcyjności. A tak mamy przeciętniaka, którego paradoksalnie ratuje świetny tryb multiplayer. Niestety, niesprzężony z główną fabułą, aczkolwiek niezwykle wymagający i dający wiele satysfakcji.

Wstępniak

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO