Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

• MUZYKA •

POLECA WOJCIECH ROMAŃSKI • MUZYKA •

Dwa głosy z tego samego świata

Twórczość Mieczysława Weinberga jest w Polsce wciąż słabo znana, dlatego każda próba jej przybliżenia jest cenna sama w sobie. Tym cenniejsza, jeśli przybiera postać tak poruszającą jak na płycie Elżbiety Szmytki i Grzegorza Biegasa.Weinberg był Żydem polskiego pochodzenia, który uciekł przed Hitlerem najpierw do Mińska, a po napadzie Niemiec na ZSRR – do Taszkientu. Stamtąd w 1943 r. ściągnął go do Moskwy Dymitr Szostakowicz, któremu młody kompozytor wysłał swoją symfonię i tak narodziła się przyjaźń, zarówno w wymiarze twórczym, jak i osobistym. Gdy mówi się o Weinbergu, najczęściej wspomina się jedynie o wpływie Szostakowicza na jego muzykę – nie jest to chyba do końca sprawiedliwe i uzasadnione. Lepiej chyba mówić o dwóch odrębnych głosach, utrzymanych we wspólnej estetyce brzmieniowej, formalnej (obaj byli wielkimi symfonikami), harmonicznej. Stąd też spotkania obu kompozytorów w jednym programie koncertowym czy płytowym są bardzo interesujące i nagranie pieśni Weinberga oraz „Sonaty nr 2 op. 61” Szostakowicza tylko to potwierdza. Płytę otwierają dwa cykle pieśniowe w języku jidysz: „Siedem pieśni żydowskich” do słów Icchoka Lejba Pereza oraz „Pieśni żydowskie op. 17” na kanwie wierszy Szmuela Halkina. Pierwszy cykl to pieśni dziecięce, urzekające prostotą nieledwie Schubertowską, choć więcej w nich lęku i smutku niż radości – pozorność sielanki ujawnia przedostatnia „Pieśń sieroty”. Szmytka śpiewa je niezwykle wiarygodnie, a jej jasny, bogaty głos idealnie oddaje zarówno prostotę, jak i napięcie każdego dysonansu, oddając czułość, ale i budując przejmujący dramat. W drugim cyklu wojenny mrok jest mocniej odczuwalny, znajdując kulminację w porażającej bólem i wstrząsająco wykonanej pieśni „Tife griber, royte leym” (Głębokie groby,czerwona glina). Płytę zamyka wspomniana już „Sonata h-moll”, w której Grzegorz Biegas, wcześniej przekonujący w roli uważnego i wrażliwego kameralisty, ujawnia się jako solista o może nieprzesadnej ekspresji, ale obdarzony wielką kulturą i barwnością brzmienia, niezwykle inteligentnie prowadzący słuchacza przez złożoną materię sonaty. Z przyjemnością tropiłam Szostakowiczowskie łamigłówki tematyczne i harmoniczne w jego interpretacji.

Magdalena Romańska

***


Śpiewać niebanalnie


Czego tu nie ma. W utworach z najnowszej, piątej płyty grupy Plateau można dopatrzeć się wielu brzmieniowych odwołań do różnych stylów polskiej, współczesnej i nieco starszej muzyki rozrywkowej (Grechuta, Turnau, Sikorowski,a nawet Rojek), ale łączy je jedno – poetyckość, w której tekst i jego interpretacja są równie ważne co kompozycja. Płyta pokazuje ciekawą ewolucję zespołu zaczynającego od mocnego, gitarowego brzmienia, dla którego przełomowym momentem był nagrany cztery lata temu album „Projekt Grechuta”. Dobrze, że grupa poszła dalej tym tropem. O miłości i związkach dwojga ludzi napisano już tyle, że coraz trudniej o oryginalność. I tu wielki plus dla grupy, która w swoich piosenkach opowiada po prostu piękne historie. „Niebezpiecznie piękny świt”, „Małe kina” (utwór napisany przez Marka Jackowskiego, który przez dwa lata koncertował z Plateau, do tekstu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego), „Niebanalnie”, „Poranna kawa” czy „Ja będę czekał” to utwory, które na różne sposoby mówią o nadziei, o dobrym życiu. Dlatego, choć tekstom daleko do szczęśliwej wizji świata, słuchając ich mimowolnie się uśmiecham. Plateau nagrał dojrzałą płytę, która powinna się znaleźć w skarbczyku tych, którym bliska jest nowocześnie zagrana i zaaranżowana piosenka poetycka. Płytę, której dobrze się słucha. ROM

***

Miood dla uszu


Miood okazał się całkowitym zaskoczeniem. Tak się u nas nie gra! Gitarowe brzmienia, których korzenie sięgają surowej amerykańskiej sceny muzycznej przełomu lat 60. i 70. ub. wieku(chociażby New York Dolls), przemieszane z brytyjskimi, punkrockowymi riffami i wokalem w lat 70. i 80., ale nie z kręgu Sex Pistols, bardziej The Clash, Angelic Upstairs czy The Skids. Niezwykle to świeże, energetyczne, interesujące. Miood, sięgając do korzeni rock’n rolla, jednocześnie przybliża w Polsce to, co dzieje się w muzyce gitarowej za oceanem, przede wszystkim w Kalifornii  i Teksasie, gdzie zresztą ukazał się materiał grupy. Sami muzycy chętnie wspominają o takich grupach, jak Growlers, Night Beats, UFO Club, Black Angels. To stare w nowym opakowaniu, pokazujące, że sięganie do korzeni nie zawsze kończy się odgrzewanymi kotletami i graniem osłuchanych coverów. „It Cool Be Nice” jest pierwszą od dawna płytą, której z każdym kolejnym razem słucham z większą przyjemnością, zachęcającą do poszukiwań muzycznych tropów. Mocny debiut, po którym z niecierpliwością będę czekał na to, co stanie się dalej. I nie dziwię się Robertowi Brylewskiemu, jednej z najważniejszych postaci polskiej alternatywy,który stwierdził, że Miood to obecnie dla niego numer jeden na krajowej liście. ROM

Wstępniak

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO