Najnowsza interwencja Uważam Rze

Motoryzacja

źródło: materiały prasowe

Szwedzkie piękno

Krzysztof Galimski

Nowe BMW?” – zapytał jeden ze znajomych po pierwszym obejrzeniu limuzyny parkującej przed jego urzędem. Grzecznie wytłumaczyłem mu, że owszem, nowe, ale nie BMW, tylko volvo. W odpowiedzi usłyszałem: „Nie wygląda jak volvo”. Takie rozmowy odbywałem w trakcie niespełna tygodniowego testu kilkadziesiąt razy. Oczywiście nie zawsze mylono pojazd z produktem tej szacownej bawarskiej marki. Kilka razy był to jaguar, lexus, a raz nawet usłyszałem, że przyjechałem nissanem (później rozmówca sprostował, że chodziło mu o infiniti). Choć wszyscy wymieniali różne marki, to na koniec chórem twierdzili, że akurat z volvo wcale, ale to wcale im się nie kojarzy. Tymczasem jest to volvo. Co więcej, jest to najpiękniejsze volvo od zakończenia produkcji modelu P1800. Co do tego nie ma wątpliwości. Owszem, w historii szwedzkiej marki było sporo ładnych i kształtnych pojazdów. Ale od lat żaden nie robił tak piorunującego wrażenia, szczególnie jeżeli jest osadzony na przepięknych dwudziestocalowych felgach.

S90, dłuższy i szerszy niż bezpośredni konkurenci, oferuje sporo miejsca w środku. Przy pierwszym kontakcie fotele wydają się ciut zbyt twarde, ale po przejechaniu całkiem długiej trasy trzeba przyznać, że są bardzo, ale to bardzo wygodne. Wewnątrz dwie rzeczy od razu rzucają się w oczy. Pierwsza to niezwykle wysoka jakość użytych materiałów i wspaniała estetyka wykonania. Drugą jest duży, ale nie przesadnie wielki, 9-calowy dotykowy ekran. Obsługa wszystkich systemów jest banalnie prosta nawet dla człowieka, który nigdy w życiu nie widział tabletu na oczy. Co więcej, po raz pierwszy w volvo dobrze działa nawigacja, która dotychczas była bękartem diabła i motopompy. Jedyny problem to tylna kanapa. Teoretycznie trzyosobowa. W praktyce – zdecydowanie nie. Masywny tunel centralny powoduje, że każdy, kto spróbuje usiąść na środku, poczuje się jak pasażer fiata 126p. Za to dwie osoby będą się czuły bardzo komfortowo.

Testowany egzemplarz napędzał podstawowy silnik Diesla. Dwa litry pojemności, 190 koni mocy i moment obrotowy 400 Nm. To wystarcza, by poruszać się bardzo sprawnie. Do 100 km/h auto przyspiesza w 8,2 s. Prędkość maksymalną elektronicznie ograniczono do 230 km/h. Ta ostatnia liczba jest stała we wszystkich wersjach. Dlaczego 230, a nie 250, jak u każdego innego producenta? Bo tak! Choć socjalistyczno-opiekuńcze podejście „wiemy lepiej, co jest dla ciebie dobre” nieco irytuje, to w praktyce oczywiście nie ma większego znaczenia.

S90 jest nastawiony przede wszystkim na zapewnienie podróżnym komfortu. I to czuć. Nawet przestawienie trybu jazy na „dynamic” nie usztywnia nadmiernie zawieszenia. Co nie znaczy, że brakuje pewności w prowadzeniu. Nisko osadzony środek ciężkości i dobre rozłożenie masy powoduje, że duże volvo bardzo dobrze i przewidywalnie zachowuje się i na prostych odcinkach, i na zakrętach. I choć nie jest stworzone do rajdów, to potrafi nawet trochę pobawić się z kierowcą. Zbyt szybkie wejście w zakręt powoduje lekkie zarzucenie tyłem. Oczywiście nic niebezpiecznego (w końcu to volvo), ale daje kierowcy wrażenie współgrania człowieka i maszyny.

Po rewelacyjnym SUV-ie XC90 szwedzki koncern kolejny raz pokazał, że ma jednych z najlepszych projektantów i inżynierów na rynku. Zarówno z zewnątrz, jak i w środku S90 spełnia wszystkie kryteria luksusowej limuzyny. W segmencie premium już dawno nikt tak mocno nie zagroził supremacji niemieckiej wielkiej trójki. n

Wstępniak

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy