Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

W smoczym kręgu

Wojciech Romański

 

Chińczycy ponownie ruszają w świat. Ale już nie jako dostawcy tanich podróbek, smętnej jakości tekstyliów czy przeciętnej elektroniki. Ruszają jako poważny inwestor, zainteresowany zakupami firm z najwyższej półki oraz oferujący towary, które technologicznie nie odbiegają od światowych standardów, tyle że zwykle tańszych. Mają ogromne pieniądze i ogromną determinację. Deklarują, że są w stanie wyłożyć na budowę nowych jedwabnych szlaków, czyli korytarzy transportowych łączących Chiny z Unią Europejską drogą lądową i morską, nawet 3 bln dolarów. I tak się składa, że istotnym hubem na owym lądowym szlaku, miejscem, gdzie mogą ogniskować się chińskie interesy związane z Unią Europejską, może być Polska. To, co od zawsze było naszym przekleństwem, położenie między Wschodem a Zachodem, obustronne przedmurze, może stać się szansą na wielki napływ inwestycji i kapitałów z Azji.

Brzmi to świetnie, bo już dziś chińskie firmy coraz aktywniej starają się być obecne na naszym rynku. Wizja inwestycji np. w energetykę węglową może pobudzać wyobraźnię rządzących, dla których czarne złoto wciąż jest jedyną rozsądną alternatywą budowy bezpieczeństwa energetycznego kraju, choć coraz mniej państw i instytucji finansowych podziela ten pogląd. Tymczasem ktoś musi skredytować odtworzenie mocy wytwórczych w elektrowniach i rozbudowę sieci elektroenergetycznych, na co potrzeba, bagatela, 150–170 mld zł. W sytuacji, gdy coraz trudniej o pieniądze na „czarną” energię, przyjazny partner obiecujący długofalowe zaangażowanie finansowe i technologie to wręcz prezent od Mikołaja. Centralny Port Lotniczy? Czemu nie. Kolej wielkich prędkości? Proszę bardzo. Oczywiście, od deklaracji do konkretów daleko, ale można cieszyć się tą wizją.

Kłopot w tym, że chińska ekspansja budzi niepokój w Europie. Firmom, które wciąż jeszcze zarabiają na zyskownym eksporcie do Państwa Środka, coraz trudniej konkurować z chińskimi przedsiębiorstwami, często kontrolowanymi przez państwo albo korzystającymi z państwowych subsydiów. Niemcy chcą wręcz blokować niektóre inwestycje, powołując się na bezpieczeństwo państwa. W takiej sytuacji trzeba zachowywać się niezwykle rozważnie. Polska i tak nie jest obecnie ulubieńcem europejskich salonów, byłoby dobrze nie zrazić ich sobie do końca. Tak naprawdę znów znajdziemy się na przedmurzu, tyle że bardziej globalnym, wśród znacznie potężniejszych sił. A potrzebna jest nam i Unia, i kapitał.

Tymczasem pociągami z Chin do Łodzi przyjeżdżają towary, które już wkrótce znajdą się – w charakterze prezentów – pod choinkami. Rozkręca się fala przedświątecznych zakupów, w tym roku wspomagana pieniędzmi z programu 500+. Można na chwilę zapomnieć, że tak naprawdę nie wiadomo, czy w przyszłym roku uda się utrzymać w ryzach deficyt budżetowy, czy starczy pieniędzy na kontynuowanie programów społecznych, czy uda się podtrzymać mizerniejący wzrost gospodarczy, co zyskamy, a co stracimy na wynikach wyborów w USA, jak będą się układały nasze relacje z Unią. O tym, jak Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”, pomyślimy jutro. Oby nie było za późno. 

 

Wstępniak

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE