Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Z próżnego i Salomon nie naleje

Premier Tusk zaproponował Bartoszowi Arłukowiczowi funkcję ministra od wykluczonych. Ma pracować „przy budowaniu relacji administracji państwowej i rządu z ludźmi, którzy czują się wykluczeni”. I co to znaczy czuć się wykluczonym? Ci „wykluczeni” to ludzie żyjący w niedostatku, a właściwie w nędzy – jakieś 30 proc. społeczeństwa. Na prowincji wykluczone są całe wsie i miasteczka. Czy premier spotkał się z sytuacją, kiedy zapłakany staruszek prosi pod apteką życzliwie wyglądającego przechodnia o 12 zł na lekarstwa?



Utworzenie stanowiska człowieka ds. wykluczonych, który koordynowałby współpracę między państwową administracją i organizacjami pozarządowymi, nazwijmy je po imieniu – charytatywnymi, jest kiepskim żartem zarówno z potrzebujących pomocy, jak i pomoc tę niosących.

Gdyby nie tysiące takich instytucji działających w całym kraju, liczba wykluczonych i opuszczonych wzrosłaby o 100 proc. Od dbania o najbiedniejszych w każdym kraju Unii Europejskiej jest Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych. I to ono ma obowiązek zaspokojenia ich podstawowych potrzeb. W Niemczech rencista i emeryt nie musi żebrać o parę euro na chleb, mleko czy lekarstwo. Nie musi mieszkać w norze, bez ogrzewania i podstawowych wygód. Tam pieniądze przeznaczone na pomoc socjalną nie są trwonione i rozdzielane według widzimisię urzędników. Młoda kobieta w Polsce chce oddać dziecko w dobre ręce, bo nie może go wyżywić. Nie otrzymuje należnych alimentów, gdyż nawet tego nasze państwo nie potrafi wyegzekwować. Hojna ręka dała jej 500 zł.

Władze stać na marną jałmużnę, ale nie stać na opiekę nad wielodzietnymi rodzinami i samotnymi matkami. I udają, że problem rozwiąże minister Arłukowicz. Czy sprawi, że osoby ubogie, które nie mają pieniędzy na prywatne leczenie, będą traktowane jak ludzie, a nie jak balast? I nie będą już grzebać w śmietnikach? Z próżnego i Salomon nie naleje. A ilu biedakom można by pomóc za pensję nowego ministra?

—Persona non grata

Komentarze: 0 skomentuj »
Podpis:
Adres e-mail:
Zaloguj się | Załóż konto

Wstępniak

Jan Piński

Polski paradoks

Mamy obowiązek preferować kraj, w którym są korzenie Fiata. Nasz wybór, by produkować pandę w Pomigliano d’Arco, nie był oparty na zasadach ekonomii ani racjonalności” – przyznał z...

Dostęp do serwisu

Wydanie papierowe, Android, iOS, WWW, ebook.

Komentarz rysunkowy

Felietony

Rafał Otoka-Frąckiewicz

Mowa nienawiści

Im bardziej Radka Sikorskiego nie ma, tym go więcej. Im mniej znaczy, tym bardziej się puszy. To norma u megalomanów, w sumie nie ma co się dziwić, ale to, co odwalił przy okazji wywiadu dla „Politico”, to już kompletna porażka. Oczywistym raczej jest, że Putin, mając pomysł na aneksję jakiegoś kraju, nie będzie gadał z byle kim i uda się do Merkel. Pomysł, że mógłby to negocjować z Tuskiem, jest ponurym żartem. Na grzyba więc Radek wyskoczył z podobną historią? Jak na mój gust to rozpaczliwe wołanie o pomoc.