REKLAMA

Uważam Rze
czytaj online
lub pobierz
e-wydanie.
Zobacz również
spis treści.


Zamów
Tutaj jesteś: Uważam Rze » Peryskop

Peryskop

Węgry i marzenie o niezależności

08-01-2012, ostatnia aktualizacja 08-01-2012 16:02

Wstępniak

Widmo Viktora Orbána krąży po Polsce. Zaiste, gdyby wsłuchać się w głosy polskich komentatorów, łacno okaże się, że dziś Węgry to kraj stojący nad przepaścią, państwo, które tłamsi demokrację i swobodę, naród, który zapomniał o wolności i powierzył swe losy w ręce niemal dyktatora. Zewsząd słyszę głosy potępienia i oburzenia.

I nie wiem już, czy Orbán to drugi Kaczyński, czy też Kaczyński to drugi Orbán. Nie wiem, czy Warszawa to niedoszły Budapeszt, czy też Budapeszt to sen spełniony polskiej prawicy.

A jednak przy tej niewiedzy mojej, przy tym braku pewności co do tego, jak się dokładnie rzeczy nad Balatonem mają, do węgierskiego przywódcy odczuwam, przyznaję to szczerze, nie bacząc na możliwe wyrazy oburzenia, sympatię. Z pewnością węgierski premier popełnia błędy. Mimo to należy mu się uznanie.

Orbán próbuje od początku prowadzić politykę podmiotową. Wbrew faktycznej słabości Węgier, wbrew temu, że upadek komunizmu spowodował tam, tak jak w Polsce, tak jak w innych krajach Europy Środkowej, panowanie postkolonializmu, węgierski premier stara się wybić na niezależność. Usiłuje budować państwo suwerenne wbrew interesom wielkich koncernów i korporacji. Co więcej, Orbán nie zapomina, że państwo to nie tylko gospodarka, nie tylko prosty, przejrzysty, sprawnie działający system podatkowy. Państwo to też tradycja narodowa, to system wartości. W przypadku kraju europejskiego to – wbrew większości europejskich elit – chrześcijaństwo.

Z tego też powodu – sądzę – jest tak znienawidzony przez dużą część lewicowego, europejskiego establishmentu. Jak to – myślą – w XXI w., w państwie Unii Europejskiej pojawił się polityk, dla którego „naród”, „chrześcijaństwo”, „wartości” to są słowa ważne? Który na poważnie chce prowadzić politykę? Który wierzy, że z nadania wyborców ma prawo stawić czoła konieczności będącej inną twarzą globalnych grup interesów. Który ma czelność domagać się równouprawnienia. Który chce, by jego naród traktowano poważnie. To nie mieści się w głowie.

Nie wiem, jak zakończy się ta przygoda Orbána. Czy śmiałe reformy pozwolą mu za kilka lat powiedzieć, że spełnił marzenia Węgrów i ponownie wygrać wybory. Czy też, w starciu z koniecznością, narastającym kryzysem gospodarczym całej Unii, niezwykle silnym oporem europejskich elit, wreszcie wskutek własnych wad – któż jest od nich wolny? – będzie musiał uznać swoją porażkę. Jak by nie było, Orbán będzie na długo wzorem do naśladowania i nadzieją dla polityków tej części Europy, którzy nie godzą się na rolę poddanych i lenników, którzy nie chcą przytakiwać silniejszym, ale szukają swojego suwerennego, własnego, podmiotowego głosu. Dla których ani Berlin, ani Bruksela, ani Paryż, ani socjalizm unijny, ani marksistowscy mędrcy nie są wyrocznią i źródłem prawdy.

Uważam Rze
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Dostęp do serwisu