Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Oto rachunek za garb Tuska

Piotr Gabryel

Polska – jak ryba – psuje się od głowy, czyli od rządu, a ten z kolei – od szefa, czyli od premiera

Ile naprawdę kosztuje nas – wyborców i podatników – Michał Tusk? Otóż bardzo dużo. Niewyobrażalnie więcej, niż sądzi wielu z nas. W każdym razie bardzo dużo razy więcej niż owe 3 tys. zł miesięcznie, które zarabia w Porcie Lotniczym w Gdańsku.

Albowiem w dużym stopniu to właśnie za sprawą państwowej posady Tuska juniora na naszych oczach załamuje się ofensywa przeciw załatwianiu przez polityków synekur swoim krewnym i znajomym. A to oznacza, że nadal zmuszeni będziemy tracić ogromne pieniądze, które kosztuje nas dewastowanie urzędów państwowych i samorządowych, agencji i firm z udziałem Skarbu Państwa przez nepotyzm i kumoterstwo. Nie inaczej, niestety.

Jakiż to bowiem tytuł moralny miał Donald Tusk, którego syn od kwietnia pracuje w należącym do państwa i samorządów gdańskim porcie lotniczym, by od Stanisława i Daniela Kalembów domagać się, aby wybrali, na czym im bardziej zależy: na kontynuowaniu kariery zawodowej przez syna Daniela w państwowej Agencji Rynku Rolnego czy na posadzie ministra rolnictwa dla jego ojca Stanisława?

Jak premier z garbem w postaci syna zatrudnionego „na państwowym" ma żądać od podległego sobie ministra Skarbu Państwa Mikołaja Budzanowskiego, by wspólnie z żoną rozstrzygnęli, na czym im bardziej zależy: na jego fotelu ministerialnym czy na państwowej posadzie jego małżonki w Kancelarii Prezydenta RP (co ujawnił „Super Express"). I aby jeden z tych państwowych etatów został czym prędzej przez ich rodzinę zwolniony. Jak Donald Tusk w sytuacji, w którą wpakował go syn, mógł wymagać od posła PO Sławomira Neumanna – oczywiście jeszcze przed powierzeniem mu fotela wiceministra zdrowia – by razem z żoną wybrali, co jest dla nich ważniejsze: posada wiceszefa resortu zdrowia dla niego czy etat żony w placówce samorządowej (co ujawnił „SE").

Jak premier i zarazem lider Platformy – z rękami związanymi przez syna – może się dopominać przestrzegania standardów od rodziny marszałek Sejmu Ewy Kopacz, której brat dostał posadę w firmie samorządowej (co ujawnił „Fakt")? Albo od rodziny Stefana Niesiołowskiego (według „SE" jego brat i zięć trafili do rad nadzorczych firm samorządowych)? Albo od rodzin posłów koalicyjnego PSL Stanisława Żelichowskiego i Eugeniusza Kłopotka (według „Faktu" syn pierwszego doradza prezesowi Elewarru, a brat drugiego ma posadę w jednym z oddziałów tej państwowej spółki)?

I tak dalej, i dalej, bo tę listę niesławy można ciągnąć jeszcze długo. A to przecież tylko czubek góry lodowej czy raczej ryby, która – jak wiadomo – psuje się od głowy, czyli od Donalda Tuska. Tak się psuje, rozkłada, jak na naszych oczach degeneruje się Polska: od samej góry po sam dół, po najmniejsze sołectwo.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?